Kamil Szymczak z pewnością jest znany osobom, które chętnie korzystają z mediów społecznościowych. Wysportowanego influencera śledzą setki tysięcy widzów, a niedawno można go też było zobaczyć w zupełnie innej odsłonie podczas programu "Czas na show. Drag me out".
Kamil Szymczak o pracy przed karierą influencera
W rozmowie z serwisem "Kozaczek" 25-latek zdradził, że po zakończeniu nauki w szkole średniej pracował na budowie. Było to jego pierwsze zatrudnienie, z którego wyciągnął wiele lekcji. Chłopak pamięta, że przy okazji mógł trenować swoją kondycję, ponieważ wtedy zaczynał przygodę z siłownią.
Zobacz też: Chórzystka Mandaryny przerwała milczenie. Cała prawda o niefortunnym występie w Sopocie wyszła na jaw
"Kiedyś pracowałem na budowie. To była moja pierwsza praca. Miałem wtedy 19 lat i swoją drogą to były moje pierwsze kroki zawodowe. Bardzo dobrze wspominam ten okres i pierwsze zarobione pieniądze. Nie bałem się tej pracy. Tak naprawdę, to w sumie się cieszyłem, bo w tamtym okresie bardzo dużo trenowałem. Dalej dużo trenuję, ale to były moje początki związane z siłownią i mogłem sobie wtedy przy okazji mocno potrenować" - wyjawił.
"Specjalne zdanie do influencerów"
Szymczak zdecydowanie zgadza się z popularnym powiedzeniem, że "żadna praca nie hańbi". Wspomniał o szacunku do każdej pracy i zwrócił się do swoich kolegów i koleżanek z branży, że warto spróbować "zwyczajnego" zajęcia. W ten sposób można nauczyć się docenienia tego, co na co dzień jest dla nas łatwo dostępne. Zgadzacie się ze zdaniem influencera?
"Zdecydowanie mam teraz szacunek do każdej pracy i myślę, że warto spróbować takiego normalnego zawodu. Tutaj kieruję specjalne zdanie do influencerów, żeby zaznali chociaż raz w życiu zwykłej pracy. Oczywiście nie chcę nikogo obrazić, ale zaznanie takiej pracy, gdzie musimy wylać pot, krew i łzy pozwala nam później docenić to, co mamy" - podsumował.